HOMILIA ARCYBISKUPA SŁAWOJA LESZKA GŁÓDZIA 26.08.2010 R.  Email

Homilia Arcybiskupa Metropolity Gdańskiego
Sławoja Leszka Głódzia wygłoszona na Jasnej Górze
26 sierpnia 2010 r. – Uroczystość Matki Boskiej Częstochowskiej

W ojców wierze daj wytrwanie, Maryjo!
(z pieśni Z dawna Polski tyś Królową)

Księże Prymasie!
Bracia w Biskupstwie!
Bracia Kapłani!
Bracia i Siostry, czciciele Matki Bożej Częstochowskiej!
Drodzy Telewidzowie i Radiosłuchacze!

Wierni Ojców wierze przyszliśmy na Jasną Górę. Przed oblicze Jasnogórskiej Pani. Do tego sławnego Sanktuarium, gdzie bije serce Narodu w Sercu Matki. Dziś uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej. Wspominamy błogosławionego ojca Honorata Koźmińskiego, czciciela Maryi – Królowej Polski. To on wraz z ojcem Euzebiuszem Rejmanem, jasnogórskim przeorem, na początku ubiegłego wieku, w epoce niewoli narodowej, zabiegał w Stolicy Apostolskiej o ustanowienie tego święta. Uczynił to w 1904 roku święty papież Pius X. A kiedy Polska powstała by żyć, wolna i niepodległa, Ojciec Święty Pius XI, w 1931 roku zarządził, aby uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej była obchodzona w całej naszej ojczyźnie. W przyszłym roku osiemdziesiąta rocznicę tego znamiennego aktu, który zwieńczył wielowiekowy kult Wizerunku Czarnej Madonny.

Jasna Góra. Tu doznaje czci ta, „której obraz widać w każdej polskiej chacie / I w kościele i w sklepiku, i w pysznej komnacie / W ręku tego, co umiera, nad kołyską dzieci (...) W którą wierzy nawet taki, który w nic nie wierzy” – pisał przed laty Jan Lechoń, w wierszu Matka Boska Częstochowska). W którą wierzy nawet taki, który w nic nie wierzy!

I. „Wielka człowieczeństwa Boskiego Matko i Panno”

Ileż pokoleń szło ku tym klasztornym murom, ku kaplicy Cudownego Obrazu od której bije blask Tej, która światu przyniosła: „światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela” (Łk 2,29-32). „Zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo’’ – przypomina w drugim czytaniu święty Paweł Apostoł.

Jasna Góra. Najsławniejsze z polskich sanktuariów maryjnych. Tak wiele ich na polskiej ziemi! Niczym paciorki różańca obejmują jej przestrzeń uświęconą modlitwą, życiem i pracą pokoleń. Tak wiele ich w różnych miejscach Europy, Ameryki Południowej i Północnej, w najdalszych zakątkach świata – wszędzie tam, gdzie żyje Kościół, który głosi chwałę Matki wierzących, światła naszej nadziei w drodze ku Niebu.

„Któż bowiem niż Maryja – to słowa Ojca świętego Benedykta XVI zaczerpnięte z encykliki Spes Salvi – mógłby być gwiazdą nadziei dla nas – Ona, która przez swoje „tak” otwarła Bogu samemu drzwi naszego świata; Ona, która stała się Arką Przymierza, w której Bóg przyjął ciało, stał się jednym z nas, pośród nas „rozbił swój namiot” (por. J 1,14) (Spes salvi, 49).

Przez łaskę jaką obdarzył Bóg Maryję, pokorną służebnicę Pańską, przez tajemnicę Jej Niepokalanego Poczęcia, przez to, że przyjęła Jego dar – Bożego Syna, przez swoją postawą wiary, przez godzinę krzyża, kiedy miecz boleści przeniknął Jej serce, przez uczestnictwo w narodzinach Kościoła – stała się umiłowanym dzieckiem Boga. Nie dotknęło Jej rujnujące dzieło śmierci. „Matka Boga Jezusa Chrystusa (…) po zwycięstwie nad śmiercią, została z ciałem i duszą wzięta do chwały niebios. Tam zajaśnieje jako Królowa zasiadająca po prawicy Swego Syna – Nieśmiertelnego Króla Wieków” – słowa Ojca świętego Pius XII zaczerpnięte z Konstytucji Apostolskiej Munificentissimus Deus, ogłaszającej dogmat o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny.

Wniebowzięta Matka Chrystusa, uczestnicząca w Zmartwychwstaniu Swego Syna, wskazuje, że przez ziemię idziemy ku niebu, ku „zmartwychwstaniu życia” (J 5,29). To w „Maryi Wniebowziętej Kościół już osiąga doskonałość, dzięki której istnieje święty i nieskalany (por Ef 5, 27; Lumen Gentium 65).

„Przyjmijcie naukę i stańcie się mądrzy, pouczeń mych nie odrzucajcie! Błogosławiony ten, kto mnie słucha...” (Prz 8, 21) – Mszy świętej dzisiejszego dnia towarzyszą słowa Księgi Przysłów, które liturgia odnosi do Bogurodzicy – Stolicy Mądrości. Tyle krajów i narodów obrało Ją za swoją królową. Także naród polski. Pamiętne śluby króla Jana Kazimierza w Katedrze Lwowskiej: „Wielka człowieczeństwa Boskiego Matko i Panno! Ciebie za Patronkę moją i państwa mego Królową dzisiaj obieram. (...) obiecuję Tobie (...) Synowi Twemu Jezusowi Chrystusowi, Zbawicielowi naszemu, cześć i chwałę przez wszystkie krainy Królestwa Polskiego...” Dziś dzieci naszego narodu dziękują za Jej obecność. Wraz z Nią jest obecny Jej Syn – Jezus Chrystus.

Ewangelia dzisiejszego dnia przywołuje pierwszy znak mocy Jej Syna. Uczta weselna w Kanie Galilejskiej. Cud przemiany wody w wino. To stamtąd biegną słowa Maryi, jakże często powtarzane: „Zróbcie wszystko cokolwiek wam powie” (J 2,5). Tak mówiła do sług podczas weselnej uczty. Tak mówi do pokoleń chrześcijan: Zaufajcie Jezusowi, otwórzcie swoje serca na Jego słowa. Niech On stanie się dla was Drogą i Prawdą, i Życiem” (J 14,6).

Bądźcie pozdrowieni uczestnicy dzisiejszej świętej liturgii. Wy wszyscy spod znaku Polski pielgrzymującej. Śpiewacie na pielgrzymkowym szlaku; „Ciebie, Matko, miłujemy / Od Bałtyku, aż do Tatr /.Twą nadzieją dziś żyjemy / W złej godzinie obroń nas / Mrok niech w jasność się zamieni / Niech prawdy przyjdzie czas...

To pielgrzymowanie ku Matce to wasze credo, Bracia i Siostry, rozłożone na etapy marszu. Wypowiadane wobec własnego serca, sumienia, współpielgrzymów, spotykanych w drodze rodaków, wobec ojczyzny. Takie credo wypowiadacie również wy wszyscy, coście tu przybyli – z różnych stron ojczyzny – na święto waszej Matki. Także telewidzowie i radiosłuchacze uczestniczący duchowo w naszym modlitewnym zgromadzeniu. Z dala od Ojczyzny. W Irlandii, w Skandynawii, Kanadzie, Stanach Zjednoczonych.

Polska pielgrzymująca. Są tacy, którzy chcieliby o niej zapomnieć, nie zauważyć jej, przemilczeć. Ale są przecież i tacy, dla których spotkanie wędrujących drogami ojczyzny pątników staje się duchowym przeżyciem, znakiem wspólnoty, refleksji, może dotyczącej tego najważniejszego pytania: o sens naszego wędrowanie – przez życie, o sens naszej drogi życia...

To wasze dążenie ku Matce wpisuje się w drogę wielu pokoleń, które tu szły, także w najtrudniejszym czasie. Wspomnę sierpień 1944, Powstanie Warszawskie. Nawet wtedy, oczywiście w sposób ograniczony, wyruszyła ze Stolicy pielgrzymka na Jasną Górę. Wczoraj przyszła pielgrzymka z Sieradza. 400 lat Sieradz pielgrzymuje. Cztery wieki! Co za jubileusz!

Tu zawsze byliśmy wolni. Przed oblicze Czarnej Madonny, przynosiliśmy nasze spraw: te w wymiarze Kościoła, Państwa, Narodu. To stąd rozlegał się głos Pasterzy Kościoła w Polsce. Także w godzinie zagrożeń dla życia Narodu, jego wolności i chrześcijańskiej tożsamości.

II. „Godnymi się stańcie najdroższego daru wolności ...”

Niedawno obchodziliśmy 90 rocznicę Bitwy Warszawskiej – Cudu nad Wisłą, dziejowego wydarzenia, w którym – patrząc na nie oczyma wiary – dostrzec można wstawienniczą obecność Maryi.

Zjednoczonym murem żołnierskich serc zatrzymaliśmy pochód za Wisłę bolszewickiej nawały, która chciała tu, w Polsce, i tam, w Europie, budować królestwo antychrysta. Zatrzymaliśmy go także wznoszącym się ku Niebu błagalnym modlitwom, dzięki zawierzeniu Sercu Jezusowemu, zawierzeniu Maryi. Od Jasnej Góry rozległ się wtedy przejmujący głos Biskupów polskich. Prośba o „broń pokoju, jakim jest modlitwa (...) o szturm modłów do Boga za Polskę” wyrażona w liście pasterskim do narodów świata w sprawie groźby bolszewizmu. „Dajcież ojczyźnie, co z woli Bożej dać jej przynależy. Nie słowem samym, lecz czynem, stwierdzajcie, że ją miłujecie. Godnymi się stańcie najdroższego daru wolności przez wasze poświecenie się dla Polski. Poświęcajcie dla niej wszystkie partyjne zawiści, wszelką żądzę panowania jedni nad drugimi, wszelkie jątrzenia i wszelkie jadowite kwasy, wżerające się w jej duszę i w jej organizm. We wspólnej jej miłości i we wspólnej jej potrzebie jednoczcie się” – pisali w liście pasterskim do obywateli ojczyzny.

„Godnymi się stańcie najdroższego daru wolności ...” Czy to przesłanie dawno pomarłych Pasterzy Kościoła Polskiego: kardynałów Edmunda Dalbora, Aleksandra Kakowskiego, świętego arcybiskupa lwowskiego Józefa Bilczewskiego, księcia biskupa krakowskiego Adama Stefana Sapiehy, arcybiskupa lwowskiego obrządku ormiańskiego Józefa Teodorowicza, biskupów Mariana Fulmana i Henryka Przeździeckiego, nie jest wciąż aktualne? Czy nie brzmi w nim ten sam ton niepokoju nad zapaścią polskiego ducha, nad nędzą jałowych sporów i partyjnych zawiści, który słyszycie dziś z ust prawych ludzi, ludzi sumienia. Czy nie brzmi w nich również ten sam ton nadziei i wiary, że można to wszystko odrzucić, że ład serca i troska o sprawy ojczyzny może stać się dominantą życia polskiej wspólnoty?

Sierpień 1920 roku. Wróg, który „łączy okrucieństwo i żądzę niszczenia z nienawiścią wszelakiej kultury, szczególniej zaś chrześcijaństwa i Kościoła” (z listu biskupów polskich) został pokonany. Chrześcijańskie oblicze Polski i Europy zostało ocalone. Wielkość tego czynu rozumiał dobrze Ojciec Święty Pius XI. Kolejni Biskupi Rzymu patrzą na powstały z inicjatywy Piusa XI w kaplicy ich letniej rezydencji w Castel Gandolfo fresk Jana Henryka Rosena przedstawiający tamto zwycięstwo. Wizerunek Matki Bożej Zwycięskiej. Postać ks. Ignacego Skorupki, symbolu tamtych zwycięskich zmagań Trzeba było dopiero politycznych przemian, aby o tamtym zwycięstwie można było mówić pełnym głosem. Aby odetchnął Radzymin, spychany przez lata na boczny tor inwestycji, tylko dlatego, że „zawinił” tym, że rozegrała się tu zwycięska bitwa. Przybył na radzymiński Cmentarzu Poległych w czerwcu 1999 roku Sługa Boży Jan Paweł II. Przed frontonem katedry warszawsko-praskie stanął pomnik Księdza Ignacego Skorupki. Czekano nań długo, przyjęto go z wdzięcznością. A tyle jeszcze zostało do zrobienia, aby tamto zwycięstwo utrwalić w świadomości młodych generacji, aby otoczyć właściwą opieką groby bohaterów. Naszym chrześcijańskim obowiązkiem jest modlitwa do miłosiernego Boga za poległych w tamtej bitwie żołnierzy – swoich i obcych. To Bóg daje odkupienie, obdarza zmarłych światłością wiekuistą.

Umiłowani! Drodzy Telewidzowie i Radiosłuchacze!

Jeszcze jeden motyw. Jasna Góra w latach komunistycznego zniewolenia. Kiedy odebrano nam wolność, próbowano nam odebrać dusze, zmienić wektory polskiego myślenia. Rozmaitymi sposobami, zwykle podłymi i przebiegłymi, próbowano rozbić jedność Kościoła, uderzyć w pasterzy, rozproszyć poddane ich pieczy stado, wydać je na pastwę wilkom.

Szukał Kościół w Polsce wspomożenia u Matki, która nas zna. Wspomożenie wiernych. Pocieszycielki strapionych. „Zwycięstwo jeśli przyjdzie – przyjdzie przez Maryję” – zapowiadał Prymas August Hlond, kiedy rozpoczął się czas dziejowego starcia systemu komunistycznego z Polską katolicką. Podtrzymywał to przekonanie Sługa Boży Stefan Kardynał Wyszyński. Prymas Zawierzenia i Maryjnych dróg, które przeorały Polskę na milenijnym szlaku. Rozpalił w sercach tysięcy jasnogórską żagiew miłości Narodu ku Matce. Oddał go Jej – Matce Zbawiciela – w macierzyńską niewolę miłości. Śluby Jasnogórskie i Wielka Nowenna – wyzwanie dla tamtej ideologii, która pragnęła uderzyć w tkankę życia społecznego, duszę narodu, świat odwiecznych wartości. Trwa i promieniuje wielkie dziedzictwo tego Sługi Bożego, i w Kościele, i w Narodzie, czciciela Maryi, interrexa, nieustraszonego obrońcę praw Boga i Narodu.

Szedł drogami Maryi Kardynał Karol Wojtyła. Papież zawierzenia. „Powołanie syna polskiego Narodu na Stolicę Piotrową zawiera w sobie oczywistą więź z tym świętym Miejscem. Z tym sanktuarium wielkiej nadziei – że mogę powtórzyć tylko: Totus Tuus...” – wyznał 4 czerwca 1979 roku, kiedy na Jasnej Górze stanął po raz pierwszy jako Biskup Rzymu. „Czuwam – to znaczy czuję się odpowiedzialny za to wielkie wspólne dziedzictwo, któremu na imię Polska. To imię nas wszystkich określa. To imię nas wszystkich zobowiązuj. To imię nas wszystkich kosztuje” – mówił 18 czerwca 1983 roku, podczas stanu wojennego, tu, na Jasnej Górze, do polskiej młodzieży.

Ta odpowiedzialność dalej trwa, dalej obowiązuje. Także tych rodaków, szczególnie młodych, co tak masowo z ojczyzny wyjeżdżają, Sentencja rzymska brzmi: Ubi bene, ibi patrie – gdzie mi się dobrze powodzi, tam jest moja ojczyzna. Przekreśla ta sentencja wartość ojczyzny, tej najściślejszej. Ojczyzny, która tworzą ziemia i groby, pamięć i miłość, znaki tożsamości i wspólnoty. Wiedzą o tym dobrze emigranci z dawnych lat, zesłańcy i wygnańcy.

III. „Nie trzeba kłaniać się okolicznościom”

Umiłowani!

Coraz więcej historycznych źródeł rozświetla drogę Kościoła w latach PRL-u. I z tych ostatnich dwudziestu lat przemian ustrojowych. Kościół to Chrystusowa łódź, wciąż stawia czoła burzom i nawałnicom, wciąż nowym zadaniom i wyzwaniom.

„Nie trzeba kłaniać się okolicznościom, a Prawdom kazać, by stały za drzwiami” – przypominał niegdyś Cyprian Kamil Norwid. Nie kłaniał się Kościół polski okolicznościom, nie uprawiał strategii przetrwania za wszelka cenę. Kiedy cezar na ołtarzu Pańskim próbował usiąść, rozległo się zdecydowane: non possumus Prymasa Tysiąclecia. Był świadom słów Zbawiciela: „Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować” (J 15, 20). Okoliczności czasu sprawiły, że Kościół w Polsce, oprócz swych zbawczych zadań, musiał podjąć nową rolę: depozytariusza i obrońcy praw narodu. Mówił za tych, którym odebrano prawo głosu, albo ich głos był programowo lekceważony.

Gdy podjąłem jako Biskup Polowy służbę w Wojsku Polskim osłuchałem się stwierdzeniami i obawami, że Polsce grozi fundamentalizm religijny, ksenofobia, nacjonalizm, trwanie w historycznej euforii i papieskich pielgrzymkach. W ostatnich latach wiele medialnej uwagi poświęca się temu, co było marginesem w skali całego polskiego Kościoła – uwikłaniu w relacje z komunistycznymi strukturami przemocy części duchownych. Czyniono to zwykle nie bacząc na przestrogę Ojca świętego Benedykta XVI wypowiedzianą w Archikatedrze Świętojańskiej w Warszawie 25 maja 2006: „Trzeba unikać aroganckiej pozy sędziów minionych pokoleń”. A przecież Kościół, jako jedyna wspólnota, dokonał lustracji osób konsekrowanych. O tym się zapomniało lub nie chce się pamiętać.

Opiszcie – ludzie pióra i kamery – współczesnym generacjom fenomen budowy kościołów w PRL-u, często bez pozwolenia. Diecezja przemyska, której przewodził wtedy ks. bp Ignacy Tokarczuk, jest tego niezwykłym przykładem. Przedstawcie fenomen dni kultury chrześcijańskiej. Stały się odpowiedzią na brak wolności mediów, na nieobecność w nich utworów niosących religijne przesłanie. Pokażcie jak funkcjonował Kościół katakumbowy w Ludowym Wojsku Polskim, z którego przestrzeni usunięto Chrystusa, a nie potrafiono go usunąć z serc wielu, którzy w nim pełnili służbę.

Sporządźcie statystykę grzywien, kolegiów, wymierzanych kapłanom, finansowych domiarów, odmów na różnorodne przedłożenia kierowane do władz.

Szedł Kościół w Polsce trudnymi drogami tamtych czasów, wspierając się na mocy Bożej (1 Kor 1, 18), na przesłaniu nadziei, którym emanowało to miejsce, w którym tak mocno odczuwa się obecność Matki Pana, skąd nauczali wybitni Pasterze.

Pozwólcie, Bracia i Siostry, że podzielę się z wami odległym wspomnieniem – sprzed prawie 43 lat. Dzień 20 października 1967 roku. Sala Rycerska w klasztorze jasnogórskim wypełniona tłumem około 200 kleryków. Jeszcze kilka dni temu byliśmy żołnierzami Ludowego Wojska Polskiego, przechodziliśmy swoisty kurs antyewangelii w wydaniu oficerów politycznych, który miał nas odciągnąć od Boga, zgasić nasze powołanie. Kiedy klerycka służba wojskowa dobiegła końca, przybyliśmy tu, do Domu Matki. Wszedł do Sali Rycerskiej kardynał Wyszyński. Jeden z nas meldował o zakończonej służbie, o tym, że przetrwaliśmy, wracamy do seminariów. Kardynał mówił o swej posłudze kapelana Armii Krajowej. Przywoływał obraz żołnierza – Miles Christi. „Weź udział w trudach i przeciwnościach jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa” (2 Tm 2,3).

Ponad 3 tys. alumnów – żołnierzy zostało powołanych do służby w wojsku w latach 60-tych i 70-tych, nie dla obrony, lecz by upokorzyć i odwieść od powołania. Ale mieliśmy Wodza – Kardynała Wyszyńskiego i przeszliśmy ten czas przez Morze Czerwone. My pasterze, Biskupi Diecezjalni nie przychodzimy znikąd. Przychodzimy z katolickich rodzin, w większości z wiejskich, przywiązanych do Kościoła, z rolniczego trudu. Gdy nasi rodacy wybierali drogi prostsze, a niektórzy tzw. „awangardę narodu” – partię, my szliśmy do seminarium. A w Seminarium, w trakcie studiów – do wojska, jakby za karę. Po co daleko szukać. Wśród Biskupów – tutaj na szczycie, wokół ołtarza – są byli żołnierze – alumni. Wymienię niektórych z nich: Arcybiskup Wojciech Zięba – Metropolita Warmiński. Biskup Piotr Libera – Biskup Płocki. Biskup Stefan Regmunt – Biskup Zielonogórsko-Gorzowski. Biskup Kazimierz Ryczan – Biskup Kielecki. Biskup Krzysztof Nitkiewicz – Biskup Sandomierski. Biskup Henryk Tomasik – Biskup Radomski. Dalej, Biskup Adam Depo – Biskup Zamojsko-Lubaczowski. I mówiący te słowa – Metropolita Gdański.

Można powiedzieć po latach: błogosławiona wina tamtego systemu, która nas utwierdziła w wyborze kapłańskiej drogi, także przydała się tym, którzy po latach, kiedy otworzyły się przed Chrystusem drzwi koszar, zaciągnęli się na kapelańską służbę. Jednym z takich kleryków-żołnierzy był nowy polski błogosławiony, ks. Jerzy Popiełuszko. Męczennik za wiarę. Ofiara bestialskiej zbrodni funkcjonariuszy systemu zła i przemocy. Drugi obok błogosławionego księdza Władysława Findysza, polski kapłan – męczennik komunizmu, wyniesiony na ołtarze. Zakatowany w więzieniu w Rzeszowie. Należał do tego kapłańskiego pokolenia, którego osobowość kształtowało nauczanie i postawa Prymasa Tysiąclecia. Poniósł do tronu Króla Wieków, do tronu Maryi – Królowej Nieba i Ziemi, ofiarę życia wielu swych współbraci-kapłanów. Aż po tych ostatnich, skrytobójczo zamordowanych przez wciąż nieznanych sprawców w 1989 roku – księży Suchowolca, Niedzielaka, Zycha. Kiedy wydawało się, że kończy się czas, gdy traktowano nas jak swoiste katolickie getto – pozbawiane należnych praw, spychane na margines. Byli ludzie trzeciej i czwartej kategorii, ale była i „awangarda narodu”, ta spod znaku „nieomylnej”, a dziś pouczająca, szermująca hasłami tolerancji, neutralności światopoglądowej, standardów europejskich.

Po raz pierwszy tu, przed obliczem Matki Bożej Częstochowskiej, wznosimy naszą wstawienniczą modlitwę do tego nowego Błogosławionego. Niech oręduje za nami w niebieskiej ojczyźnie, niech wspomaga ludzi Solidarności, z którymi tak bardzo był związany i których jest duchowym Patronem.

IV. Wielka lekcja Krzyża

Umiłowani!

Już ponad dwadzieścia lat Kościół polski towarzyszy Narodowi żyjącemu w politycznej wolności. Nie musi już podejmować wielu dawnych zadań. Są ku temu osobne instytucje, osobne struktury – elementy demokratycznego państwa. Są też struktury państwa: Prezydent, Sejm, Senat, Trybunały, Rzecznik Praw Obywatelskich, konsumenckich etc. Jest Konstytucja gwarantująca Kościołowi należne prawa, jest konkordat ze Stolicą Apostolska, religia wróciła do szkół – w początkach sierpnia minęła 20 rocznica – kapelani do szpitali i domów opieki, odnowiony został Ordynariat Polowy WP. To tylko niektóre elementy „normalności”. Niektóre – Ksiądz Prymas wie o tym najlepiej – osiągnięte zostały z wielkim trudem, po przebyciu długiej drogi.

Kościół, „filar i podpora prawdy” (1 Tm 3,15), wypełnia swoje powołanie, przekazuje wiernym Prawo Boże jako drogę ich życia, karmi Słowem i Eucharystią, prowadzi drogami zbawienia ... Taką droga idzie Kościół, niosąc w nasze czasy – naznaczone znamieniem praktycznego materializmu, swoistą redukcją potrzeb natury duchowej – swoje credo i swoje zbawcze przesłanie, zanurzone w wieczności. Niesie je drogami świata, który uświęca, przemienia, reaguje na jego potrzeby, także ocenia – miarą sumienia, duchowego rozeznania, moralnych zasad.

„Bądźmy świadkami Miłości”. Takim hasłem zamykamy pięcioletni cykl pastoralnej aktywności skoncentrowany na myśli przewodniej: „Kościół niosący Ewangelię nadziei”. Pragniemy w naszych wspólnotach inicjować i dynamizować życie Ewangelią, odczytywać skarbnicę naszej wiary, budować więzy ludzkiej wspólnoty i solidarności, korzystać jak najobficiej z Eucharystii, która jest doskonałą szkołą „Bożej miłości”, uczyć się dawania świadectwa o Chrystusie. Przypomina Ojciec święty Benedykt XVI w encyklice Deus Caritas est: „Caritas chrześcijańska jest przede wszystkim odpowiedzią miłości na to, co w konkretnej sytuacji stanowi bezpośrednią konieczność: głodni musza być nasyceni, nadzy odziani, chorzy leczeni z nadzieją na uzdrowienie, więźniowie odwiedzani”.

Uzewnętrzniła się caritas chrześcijańska w tym roku w czasie powodzi, huraganów, nieszczęść. Czasem przy atrofii powołanych do tego struktur. Czasem w sytuacjach, które świadczyły o oschłości ludzkich serc, bywało – wykorzystywaniu nieszczęścia jako tła dla wyborczego wyścigu. Wspomożenie wiernych, Maryi Jasnogórskiej, przynosimy dziś wiano wolontariuszy, pracowników struktur Caritas, wielkiej rzeszy ludzi dobrej woli i ofiarnych serc.

Znakiem tej modlitewnej solidarności stało się doświadczenie, jakiego nie przeżyliśmy dotąd jako naród – tragedia smoleńska. Ileż polskich serc jest wciąż nią poruszonych! Ileż wciąż ta tragedia niesie pytań, wątpliwości – znacie je dobrze. Wielu z was było uczestnikami tamtych dni bólu i żałoby. Stało pośród olbrzymiej rzeszy Polaków, aby oddać ostatni hołd Lechowi Kaczyńskiemu, Prezydentowi Najjaśniejszej Rzeczypospolitej i Jego żonie, Marii. Odprowadzało na drogę wieczności tych, co zginęli w narodowej pielgrzymce do Katynia, wyrosłej z obowiązku pamięci o ofiarach Kainowej zbrodni. Objawiła się wtedy, w dniach żałoby, wielka godność i jedność. W wielu sercach obudziło się przekonanie, że ta tragedia stanie się swoistym dzwonem na trwogę. Wiele odmieni w polskim życiu publicznym, usunie z niego język agresji, potwarzy, kalumnii... Do dziś nie padło słowo przepraszam wobec tragicznie zmarłego Prezydenta, z którego szydzono i kpiono. Czy dlatego, że kochał Polskę, chciał, aby zajęła miejsce godne wśród narodów Europy, pozostała wierna swojej chrześcijańskiej tożsamości?

Ale może jeszcze nie wszystko stracone? Prośmy Maryję, przewodniczkę ludzkich dróg, niech skruszy chłód tych polskich serc, wciąż nieprzyjaznych, niechętnych, wciąż w swoisty sposób zazdrosnych o ludzką pamięć i szacunek wyrażany osobie tragicznie zmarłego Prezydenta.

W dniach żałoby przed Pałacem Prezydenckim harcerze postawili drewniany krzyż. Wiemy o tym wszyscy. Znak pamięci, wyraz pragnienia, że smoleńska tragedia i jej ofiary zostaną w tym miejscu upamiętnione.

Z dnia na dzień ten krzyż ten stał się zgorszeniem. I to tam, w Warszawie, mieście, które w dniach Powstania przeszło wielką lekcje krzyża. I to tam, na Krakowskim Przedmieściu, ulicy krzyży. Dźwiga swój krzyż Chrystus sprzed Bazyliki Świętego Krzyża. Wspiera się o Chrystusowy krzyż król Zygmunt III Waza z kolumny na placu Zamkowym. Doznały te krzyże upokorzenia w dniach wojny, zrzucone przez najeźdźcę na bruk. Zostały podniesione i wywyższone przez Naród, miłujący swojego Zbawiciela. Głoszą dalej pokoleniom warszawian, tam, na Trakcie Królewskim, lekcje krzyża – znaku największej miłości, która nikogo nie wyklucza, nikogo nie stawia poza nawias.

Konferencja Episkopatu Polski wystosowała komunikat odnośnie wyjścia z tej sytuacji, w trosce o cześć Krzyża, jego godność, jego świętość zagrożoną ze strony tzw. obrońców tolerancji. Jest w tym apelu mowa o potrzebie wzniesienia pomnika ofiar smoleńskiej tragedii, godnego ich ofiary, ich służby dla Polski. Nie należy przecież Pasterzy Kościoła czynić odpowiedzialnymi za wyjście z tej sytuacji. Nie należy krzyża brać za parawan a biskupów za zakładników. Bo to nie oni ten konflikt wywołali. Trzeba posłuchać głosu Narodu, serca Narodu, i sumienia Narodu. Słowa te adresuję wraz z całym Episkopatem „do Prezydenta Rzeczypospolitej, Marszałków Sejmu i Senatu, Premiera Rządu, Pani Prezydent Warszawy oraz Przewodniczących partii politycznych koalicyjnych i opozycyjnych o powołanie Komitetu i powierzenie mu sprawy miejsca i formy upamiętnienia w Warszawie ofiar katastrofy smoleńskiej” (25.08.2010 - Komunikat z Sesji Rady Biskupów Diecezjalnych na Jasnej Górze). Bo w ich rękach leży klucz do właściwego rozwiązania, do podjęcia decyzji, na którą czekają obywatele Ojczyzny. Decyzji, której źródłem winien być obowiązek pamięci o tych, którzy wyprzedzili nas w drodze do wieczności. Decyzji, której źródłem winna być Polska jutra. Niech wie, niech pamięta, jakich Synów i Córki miała, jaką tragedię Polska przeżyła wiosną 2010 roku.

Umiłowani!

Z niepokojem patrzymy na sytuację duchową Polski. Na brak porozumienia. Powraca dawny język politycznego dyskursu. W życiu politycznym dochodzi do głosu arogancja, jednostronność, pewność siebie. Wiele mediów straciło obiektywizm, poszło na służbę manipulacji, jednostronnej propagandy. Na kanwie żądań, aby krzyż spod Pałacu Prezydenckiego zniknął definitywnie z tzw. przestrzeni publicznej, pojawiały się, artykułowane przez lewicę, postulaty, aby zmienić relacje między państwem a Kościołem, zrewidować istniejące status quo. Pojawiły się pod hasłem neutralności światopoglądowej, tolerancji, standardów europejskich. A postulują rozwiązania, któreśmy już niegdyś przerabiali. Powrót do relacji Kościół – państwo, jaka obowiązywała w epoce stalinizmu.

Nie warto polskiej atmosfery zatruwać językiem walki klas. To już przerabialiśmy. Nie warto zabiegać o recydywę niesprawiedliwych relacji. A może – padła i taka uwaga – to efekt tego, że Kościół podejmuje zdecydowane i efektywne działania w sferach dotyczących ludzi biednych i wykluczonych, które winny być obszarem działania lewicy. Ośrodki dla narkomanów, placówki roztaczające opiekę nad osobami starszymi, bezrobotnymi, zagrożonymi moralnie... Stąd ta neuroza... Antyreligijna, antykościelna, antyklerykalna.

Trzeba nam nowego języka: wiarygodności, spójności miedzy obietnicami a praktyką życia. Skuteczności służby dla ojczyzny nie zmierzy się słupkami sondaży opinii publicznej. Odkładaniem do lamusa solennie deklarowanych obietnic. Projektami ustaw, których wprowadzenie naruszy ład sumień, zaneguje magisterium Kościoła. In vitro nie jest palącym zagadnieniem dnia. Warszawa, miasto w którego bruki wsiąkło tak wiele powstańczej, polskiej krwi, przelanej dla świętej sprawy wolności, nie powinno być widownią wrzaskliwych parad promujących moralny indyferentyzm.

Palącym zagadnieniem dnia jest troska o rodzinę. Przecież w roku 2050 będzie nas o 6 milionów mniej. Takie są oficjalne dane. Palącym problemem jest walka z patologia, dewastacją sumień, swoistym kłanianiem się okolicznościom – w różnych wymiarach naszego życia…

Umiłowani!

Idzie nowych ludzi plemię jakich dotąd nie widziano. Kardynał Stefan Wyszyński często powtarzał tę frazę autorstwa Eugeniusza Małaczewskiego. Niech przychodzą, niech zajmują miejsce w strukturach życia narodu, w środowisku polskiej pracy... Ludzie sumienia. Ci, którzy nie kłaniają się okolicznościom, nie zostawiają prawd za drzwiami. Ludzie ugruntowanych zasad. Ludzie, co nie wyznają przykazań parzystych, a nieparzyste odsuwają na bok. Wciąż ich za mało w polskim życiu, gospodarce, mediach, biznesie, szkolnictwie. Polecamy ich Tobie, Matko! Stolico Mądrości!

Umiłowani!

Bądźcie świadkami miłości. Tej największej, której źródłem jest Bóg, która płynie od ramion krzyża rozpiętego nad Polską od Giewontu, po krzyże co stanęły w pobliżu Stoczni Gdańskiej.

„Pan mnie stworzył, swe arcydzieło, jako początek swej mocy, od dawna, od wieków jestem stworzona, od początku nim ziemia powstała” (Prz, 8, 22)

Matko Boża z Wieczernika.
W Duchu świętym rozmodlona,
Spraw, niech w Polsce zło zanika
I przemiana się dokona
Amen.

 

PAMIĘTAJ O ŻYCZENIACH

Dzisiaj jest: 24 Sierpień 2017    |    Imieniny obchodzą: Bartłomiej, Jerzy, Bartosz

30-LAT HISTORII PARAFII

KTO JEST NA STRONIE

Naszą witrynę przegląda teraz 48 gości